środa, 22 lipca 2015

ZAKOPANE-07.2015/ POPRADSKE PLESO-RYSY-PALENICA BIAŁCZAŃSKA, cz.II

 TATRY WYSOKIE 

        RYSY

          
                                                                                                                                     
PRZEBIEG TRASY: cz II
RYSY (2499 m n.p.m) - PRZEŁĄCZKA pod RYSAMI (2469 m n.p.m) - TURNIA nad GRZĘDĄ (2472 m n.p.m) - GRZĘDA RYSÓW - KOCIOŁ pod RYSAMI - BULA pod RYSAMI (2054 m n.p.m) - DŁUGI PIARG - SZEROKI ZAGON - CZARNY STAW pod RYSAMI (1583 m n.p.m) - NIŻNIA i WYŻNIA CZARNOSTAWIAŃSKA SIKLAWA - SCHRONISKO nad MORSKIM OKIEM - WODOGRZMOTY MICKIEWICZA - PALENICA BIAŁCZAŃSKA  


szlak , czas zejścia - 6 h 15 min, odległość - 14,1 km, suma zejścia - 1525 m, nachylenie - 31%

Po 6 h wyczerpującej, pełnej wrażeń wspinaczki, mając za sobą 10,1km przebytej trasy, o godz 16.26 osiągnąłem najwyższy szczyt polskich Tatr:
RYSY: 10,1 km, 2499 m n.p.m, 1 km, 250 m/ 1270 m, 25%
Zmęczony ale za to zadowolony, z osiągniętego celu, siadam na kamiennym bloku, poniżej słupka granicznego, oznaczonego S/II/210/P, tuż obok 3 młodzieńców z grupy, którzy dotarli na Rysy jako pierwsi. Mimo, że na trasie naszej wędrówki nie było dużo turystów to na samym szczycie przebywało kilkanaście osób. Kopuła szczytowa nie jest zbyt rozległa a, że dzisiaj nie ma zbyt dużego ruchu, to nie miałem żadnego problemu ze znalezieniem miejsca, by wygodnie usiąść w atrakcyjnym widokowo punkcie, co przy dużej ilości turystów jest trudne i graniczy z cudem.
O wejściu na Rysy marzyłem od wielu, wielu lat i dzisiaj jest taki dzień, że wreszcie doczekałem się tej chwili. Zwyciężyłem nie tylko górę lecz przede wszystkim siebie, swój lęk i strach, który czasami towarzyszył mi podczas wysokogórskich wędrówek. Są to najwspanialsza chwile z każdej wyprawy, kiedy osiągamy cel jaki sobie wyznaczamy.
Poniżej widoczna zamontowana na skale skrzyneczka oklejona najróżniejszymi naklejkami, a w środku zeszyt do którego, wpisujemy życzenia ewentualnie swoje przemyślenia.

 

W przeszłości szczyt Rysów często bywał dekorowany różnymi tablicami pamiątkowymi i krzyżem, które po czasie były demontowane. Przyozdabianie zaczęto od zamontowania tablicy z nazwiskiem pierwszego zdobywcy Rysów - Eda Blasy, która pojawiła się na wierzchołku pod koniec XIX wieku.
W latach 50. na szczycie umieszczono tablicę upamiętniającą wejście w 1913 r. na Rysy Lenina, który szczególnie upodobał sobie Tatry. Tablica jednak często bywała odkręcana i zrzucana do Doliny Ciężkiej. Po zniknięciu jednak szybko zastępowano ją nową.

Rysy leżą w głównej grani Tatr, mają przy tym wyjątkowo korzystne położenie. Biegnący od strony Mięguszowieckich Szczytów grzbiet zakręca pod kątem prostym na południe, ku przełęczy Waga. Natomiast, jedyny boczny grzbiet w którym leżą Niżne Rysy i Żabie Szczyty odchodzi ku północy co stwarza nam, że mamy otwartą przestrzeń widokową wokół siebie. 
Dziś Rysy to jeden z najczęściej odwiedzanych przez turystów tatrzańskich szczytów, dostępny zarówno od polskiej, jak i słowackiej strony.  


Rysy górują nad wszystkimi szczytami w tej części Tatr, przez co panorama obejmuje prawie wszystkie pasma górskie, przeszło sto szczytów i 12 stawów. Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych i przejrzystości powietrza, widoczny jest nawet Kraków.
Siedząc na grani, Krywań i Gerlach oraz wiele oddalonych szczytów tonęło w chmurach, jednak mając sporo czasu rozsiadam się wygodnie, oczekując na ukazanie się ładniejszych widoków.
Ostatecznie na szczycie przesiedziałem ponad 50 minut. 

Trudy wędrówki częściowo zostały wynagrodzone przez widoki jakie dane było nam podziwiać. 

MASYW RYSÓW - posiada trzy wierzchołki: 
* środkowy, główny - 2503 m n.p.m - położony jest w całości po stronie słowackiej, nie leży idealnie na szlaku turystycznym, to grzbiet ,,przyszlakowy", jest to najwyższy punkt dostępny w ramach tatrzańskiej sieci turystycznej.
* północno-zachodni - 2499 m n.p.m - zwany „granicznym”, niezbyt „wybitny”, ale za to najpopularniejszy w całym masywie Rysów, gdyż, cieszy się mianem najwyższego szczytu Polski.
* najniższy, południowo-wschodni - 2473 m n.p.m - Niżne Rysy.
Oddzielone są od siebie przełęczami:
od północy, od Niżnych Rysów oddziela - Przełęcz pod Rysami.
od zachodu od Żabiego Konia - Żabia Przełęcz.
od południowego wschodu, od Ciężkiego Szczytu w masywie Wysokiej - szerokie siodło Wagi.





Po chwili odpoczynku, czas na utrwalenie tego wszystkiego czym raczy nas natura.
Siadam więc na słupku granicznym, kierując wzrok na:
* PÓŁNOCNY - ZACHÓD - po tej stronie Grań Rysów poprzez Żabią Przełęcz opada w stronę północnego masywu Wołowego Grzbietu (Żabia Turnia, Wołowa Turnia i Hińczowa Turnia). Natomiast przez Żabi Koń do Doliny Rybiego Potoku.
Wołowy Grzbiet oddziela od siebie dolinę Rybiego Potoku i Dolinę Mięguszowiecką.
Ponieważ nie ma tu żadnych wyższych szczytów, widok w tą stronę jest rozległy, przez co ładnie prezentują się Mięguszowieckie Szczyty:
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni - 2393 m n.p.m i Mięguszowiecki Szczyt Czarny - 2410 m n.p.m.  

Północne ściany dostępne są jedynie dla taterników oraz dla bardzo wprawnych turystów górskich z dobrą orientacją w terenie.
Turysta może odwiedzić szczyt tylko z uprawnionym przewodnikiem tatrzańskim.
Z wierzchołka widać ogromne błękitne płaszczyzny Czarnego Stawu pod Rysami i Morskiego Oka.
900 metrów pod nami w całej krasie prezentuje się rozświetlona Dolina Pięciu Stawów (Czarny Staw, Wole Oko i Zadni Staw Polski). Na wysokości oczu widoczne całe pasmo Tatr Wysokich.



* POŁUDNIOWY - ZACHÓD - patrząc w tym kierunku olbrzymie wrażenie wywołuje widok jak urwiste zbocza grani stromo opadają do rozświetlonej Doliny Mięguszowieckiej ze wszystkimi swoimi żabimi stawami. Z prawej strony widoczne wszystkie szczyty masywu Grani Baszt od Skrajnej Baszty po Zadnią.




* POŁUDNIOWY-WSCHÓD - obojętnie gdzie skieruję wzrok, widoki są zachwycające. Niesamowite wrażenie robi 700-metrowa ściana skalna, w której znajdują się liczne drogi wspinaczkowe a pod nią, niemalże pionowo pod naszymi stopami widoczny Zmarzły Staw w Dolinie Ciężkiej. A za krawędzią progu piętra doliny, ok. trzysta metrów niżej, w której leży staw, widać czubki świerków, porastających dno doliny Białej Wody. W tle masyw Gerlacha z opadającą północną ścianą w kierunku Zadniego Gerlacha. Niezwykle efektownie prezentujący się stąd Ganek z osobliwym, zawieszonym w powietrzu tarasem Galerii Gankowej.



od *PÓŁNOCY - wznosi się leżący w bocznej grani, najniższy wybitny szczyt Rysów - Niżne Rysy (2430 m n.p.m).
Niźnie Rysy oddzielone są od Rysów:
* Przełęczą pod Rysami (2365 m n.p.m), a od 
* Żabiego Szczytu Wyżniego – Ciężką Przełączką (2205 m n.p.m).
W szczytowej grani Niżnich Rysów wznoszą się cztery turnie, z których najwyższa (trzecia od północy) jest głównym wierzchołkiem. W stronę Czarnego Stawu, Niżnie Rysy opadają pn.-zach. ścianą, przeszło 600 metrów wysoką, jedną z najwspanialszych w otoczeniu Morskiego Oka.


Jeremiasz samotnie stojący na słowackim szczycie, widziany z polskich Rysów. W głębi z lewej strony Niżne Rysy. Wejście na drugi wierzchołek nie jest zbyt trudne, by tam dotrzeć trzeba zejść kilkanaście metrów na Zadnią Przełączkę w Rysach, przejść kilkadziesiąt metrów skalnymi głazami i wspiąć się na słowacki szczyt. Zajmuje to nam około 5 minut.

Przebywać na wierzchołku Rysów w tak piękny słoneczny dzień to chyba dla każdego z nas wymarzona chwila. Widoki we wszystkich kierunkach wzbudzały pełny entuzjazm i zachwyt.
Wszystkie doliny rozciągające się poniżej zdawały się prześcigać swym pięknem, a surowe ściany wzbijające się u ich podnóża wywyższać ponad inne szczyty.
Każda strona przyciągała uwagę tak jakby chciała zwrócić uwagę tylko na siebie.
Na Rysy pragnie wejść niemal każdy, każdego z nas marzeniem jest być na najwyższym szczycie Polski, pobić swój rekord wysokości.
Są to piękne i szczytne cele, ale nie każdy może tego doświadczyć, wtedy takie opisy, uzupełnione zdjęciami stają się przydatne właśnie dla osób, które nigdy na nie nie wejdą by zrealizować swoje marzenia i cieszyć się pięknem tych widoków. Krótko przed zejściem cały wierzchołek został opanowany przez naszą grupę, tak, że swobodnie mogliśmy poruszać się po całej grani.


Chciałoby się jeszcze posiedzieć na szczycie, ale wskazówki zegarka wskazują 17.15, tak więc najwyższy czas opuszczać to majestatyczne miejsce bo zachód słońca zbliża się nieubłaganie. 
49 minut trwała nasza wizyta na Rysach, osoby, które odwiedziły drugi wierzchołek musiały zadowolić się tylko 10 minutowym odpoczynkiem.
Do wyboru są dwie opcje zejścia:
* tą samą drogą, którą podchodziliśmy lub 
* wariant bardziej ambitny, zejście stroną polską do Schroniska nad Morskim Okiem i dalej do Palenicy Białczańskiej.
Tak jak wcześniej uzgodniliśmy, wybraliśmy wariant drugi ten bardziej ambitny. Zejście jest o wiele trudniejsze od wspinaczki. Zmęczone nogi nie są już tak mocne i pewne, a poślizgnięcie może okazać się tragiczne w skutkach.


Czas mamy no, niezbyt dobry, jest bardzo późno, siły też u niektórych osób nie są zbyt zadowalające.
Zakładamy więc plecaki i szlakiem rozpoczynamy bardzo trudne, eksponowane zejście.
Czeka nas teraz długa i męcząca, wymagająca dużej kondycji droga do schroniska i dalej do Palenicy.


Przed nami najtrudniejsze miejsce na całej trasie, zejście wąską półką, poprowadzoną stromą ścianą w poprzek grani, pomiędzy skalnymi blokami. Już na samym początku ścieżki, tuż po opuszczeniu wierzchołka mamy olbrzymią ekspozycję, w wielu miejscach pod naszymi stopami straszy przepaść, wzdłuż grani ciągnie się cały ciąg łańcuchów.


Początkowo kilku metrowy odcinek pokonujemy bez żadnego zabezpieczenia, po chwili pojawiają się pierwsze łańcuchy, występuje duża ekspozycja, po obu stronach mamy kilkusetmetrową przepaść.
W czasie dużego ruchu na tym wąskim odcinku tworzą się duże zatory.
Po 5 minutach jesteśmy na:
*Przełączce pod Rysami (2469 m n.p.m.) – jest to jedno z bardziej eksponowanych miejsce na opisywanej trasie, znajduje się w północnej grani bocznej odchodzącej od Rysów.
Z przełączki, za pomocą trzech prawostronnych łańcuchów przechodzimy na drugą stronę grani.
Poniżej przełączki po polskiej stronie swój początek ma długi żleb „Rysa”, zaś po słowackiej stronie mamy kilkusetmetrową przepaść nad Ciężką Doliną.


Ten odcinek szlaku prowadzący granią opadającą z Rysów ku Żabim Szczytom jest najbardziej eksponowanym i przepastnym fragmentem na całej trasie. Jest tu bardzo wąsko a z obu stron pod nami pojawia się przepaść, dlatego w tym miejscu w czasie wymijania należy zachować szczególną ostrożność.

Szlakowa ścieżka prowadzi skalną grzędą lekko do góry na:
* Turnię nad Grzędą (2472 m n.p.m) - z tej kulminacji opada charakterystyczna Grzęda Rysów. 

Cały czas poruszamy się w skalistym terenie, pośród rumowiska, występują duże trudności techniczne. Zejście wiedzie skalną grzędą, na której w kilku miejscach schodzenie ułatwiają łańcuchy i klamry.
Zejście jest bardzo męczące ze względu na duże nachylenie zbocza i dużą różnicę wysokości.
Wymagana jest od nas duża kondycja i doświadczenie w poruszaniu się w skalnym terenie. 
Pojawiające się trudności i zmęczenie stwarza trochę kłopotów, niektórym osobom, ale powoli jeden za drugim obniżamy wysokość.O swoim zejściu grzędą w 1978 r tak pisał T. Chałubiński:iński:
,,Jest to droga jedna z najoryginalniejszych a zarazem najpiękniejszych w Tatrach (....) Chciałoby się iść tędy jak najdłużej"




Uwagę zwraca roślinność piętra turni, wykorzystująca każdą odrobinę gleby i każdą szczelinę w skale. Obok roślin kwiatowych można spotkać na poboczach ścieżki zespoły mszaków i porostów.

Podążając w dół, cały czas z lewej strony widoczny jest charakterystyczny, opadający stok wierzchołka oraz wypełniony śniegiem żleb - to osławiona ,,rysa", której to Rysy zawdzięczają swą nazwę. 
Schodząc zakosami kamiennym chodnikiem, cały czas towarzyszą nam łańcuchy, dzięki czemu szybko obniżamy wysokość. Zbocze pokryte jest niemal w całości luźnymi kamieniami i żwirkiem, które mają tendencję do uciekania spod nóg, dlatego też z wielką rozwagą należy stawiać nasze stopy by nie poślizgnąć się na tak niestabilnym gruncie.

Po około 1h ścieżka szlakowa wyprowadza nas w obszerny teren:
* Kocioł pod Rysami ( 1950 m - 2200 m n.p.m) - to owalne zagłębienie otoczone z trzech stron stromymi stokami (ścianami), a z czwartej ryglem skalnym, utworzony wzdłuż żlebu opadającego z Rysów na polską, północno-zachodnią stronę Tatr.
Promienie gorącego, popołudniowego słońca, powoli chowają się za szczytami gór
, na niebie pojawia się coraz więcej białych obłoków.  
Momentami tworzy się mały zator, wtedy jest chwila odpoczynku i czas na zaspokojenie pragnienia, jedną z najbardziej podstawowych potrzeb biologicznych organizmu, przy tak wyczerpującym wysiłku.

Kocioł otoczony jest:
* od południa urwiskami Żabiego Konia (2291 m n.p.m) oraz dolną częścią zachodniej grani Rysów.
* od północy ogranicza go wyniosłość Buli pod Rysami - środkowa część kotła zawieszona jest nad przepaścią, poniżej której leży kocioł Czarnego Stawu pod Rysami.
* od północnego-wschodu - Niżnie Rysy (2430 m n.p.m.).
* do wschodniej części kotła opadają stoki między Rysami a Niżnimi Rysami. Górna część kotła leży blisko Przełęczy pod Rysami (2365 m n.p.m.).
* od zachodu Wołowy Grzbiet
 


Schodząc grzędą czyli wypukłą formą terenu, trzeba uważać na spadające z góry kamienie, zwłaszcza, gdy powyżej wędrują inni turyści, a także samemu powinno się zachować ostrożność, aby nie strącać luźnych kamieni w kierunku osób przebywającym poniżej nas.
Po obu stronach widać strome zbocze, zarośnięte kępami traw,
wyrastające między płytami chodnikowymi 
Sukcesywnie obniżamy swoją wysokość. Głazy, płyty po których schodzimy nie pozwalają na swobodne schodzenie. Przez całą trasę od góry trzeba było kontrolować marsz, by bezpiecznie dotrzeć do schroniska.





Co jakiś czas mój wewnętrzny głos dawał mi do zrozumienia o jak najrozważniejsze poruszanie się w tym skalistym terenie. Poznawałem to czego do tej pory nie doświadczyłem, czego nie znałem, zapuściłem się w miejsce, gdzie na co dzień nigdy nie miałem do czynienia, dlatego też z każdą mijającą chwilą schodziłem coraz wolniej.
 

Wzdłuż żlebu, zakosami po trawiasto-kamienistym zboczu, prowadzą nas wygodne, kamienne stopnie wiodące przez rumowisko skalne.
W sezonie letnim zbocza, jaki i ,,rysę" zalegają sporą ilością firnu, co może skutkować przy nierozważnym schodzeniu poślizgnięciem. W żlebie przez dłuższy okres lata zalegają największe połacie śniegu z Tatrach.
Otoczenie Kotła pod Rysami zostało udostępnione do uprawiania wspinaczki - dostępne są wszystkie okoliczne ściany i granie. Zimą w tym miejscu zdarzają się liczne wypadki lawinowe.
Zimowy wariant wejścia na Rysy między Kotłem pod Rysami a Przełączką prowadzi przez „Rysę”


19.00 jak ścieżka sprowadza nas na obszerne charakterystyczne wypłaszczenie skalne, przed nami ukazuje się:
* Bula pod Rysami (2054 m n.p.m) – stanowi północne ograniczenie Kotła pod Rysami.
Jest to rozległy, piarżysto-trawiasty taras, charakterystyczny punkt orientacyjny w tym rejonie.
Płaski wierzchołek buli jest dogodnym lądowiskiem dla śmigłowców TOPR, wykorzystywany podczas akcji ratunkowych w tej okolicy.
Bula nie leży idealnie na szlaku, lecz około 50 m w lewo, 1 minuta wędrówki po głazach.
W odległości około 10 metrów od krawędzi tarasu znajduje się:
Szpara pod Rysami (2047 m n.p.m) - szczelinowa jaskinia o długości 16,5 m i głębokości 7 m. 

Od tej wysokości sceneria zmienia się z kamienistej, szutrowej na bardziej trawiastą. Wzdłuż żlebu, prowadzą teraz wygodne, kamienne stopnie wiodące przez rumowisko skalne, które wraz z mniejszą wysokością przechodzi w strome trawniki.
Jest to idealne miejsce na odpoczynek i nabranie sił przed dalszą wędrówką dla osób podążających w odwrotnym kierunku. Bula wyróżnia się stromą 300- metrową ścianą, opadającą ku Czarnemu Stawowi pod Rysami.


Do atutów tego miejsca niewątpliwie zalicza się ciekawe spojrzenie na Dolinę Rybiego Potoku z Czarnym Stawem i z Morskim Okiem jak i atrakcyjne widoki na pobliskie wierzchołki: Mięguszowieckie Szczyty i Kazalnicę z widocznym szlakiem prowadzącym na Przełęcz pod Chłopkiem.
W oddali wyłania się Świnica z Orlą Percią.
Dochodząc do Buli kończą się łańcuchy.
Pragnę nadmienić, że w 1994 r. szlak od tego miejsca przeszedł gruntowny remont. Umieszczono tu całą serie łańcuchów o łącznej długości 360 m, które ubezpieczają naszą wędrówkę. Oprócz tego w litej skale wykuto 70 stopni oraz zamontowano klamry. Ruchome głazy grożące obsunięciem, które mogły zagrozić turystom, przytwierdzono do skał przy pomocy specjalnego kleju i metalowych kotew. Szlak jest wystawiony na oddziaływanie natury, każdego roku dochodzi do zniszczeń, które są pieczołowicie naprawiane przez pracowników TPN.
W 2003 r wielka lawina zniosła cały odcinek ścieżki na trawersie wyprowadzającym do Buli.
Zacienione, surowe, skalne ściany poprzecinane stromymi żlebami wywołują w nas niesamowite wrażenie. Podążając tym odcinkiem niezbędne są rękawiczki.
Patrząc przed, jak i za siebie nie widać nikogo oprócz uczestników naszej grupy.





Opuszczając Kocioł pod Rysami i Bulę, szlak zmienia kierunek z północnego na zachodni, wchodzi do szerokiego żlebu, który stromo opada Długim Piargiem do Szerokiego Zagonu.
Wybierając się tym szlakiem na Rysy trzeba brać pod uwagę, że w żlebie tym praktycznie przez cały rok zalegają płaty twardego, zlodowaciałego śniegu, co przy dużej stromiźnie stanowi spore zagrożenie lawinowe.
Miejsce to słynie z corocznych wypadków, które często kończą się tragicznie, jeden nierozważny krok i jazda w dół na złamanie karku gotowa.
Pod żadnym pozorem nie należy zbaczać z wyznaczonej trasy.

Po lewej stronie, równolegle do ścieżki biegnie rów wypełniony kamieniami, zarośnięty trawą, po którym chętnie spacerują kozice, czego byliśmy świadkami.
Na sam szczyt podchodzą lisy.







Stromo opadające rumowisko skalne przecina szlak tak, że po jego lewej stronie ustawiono trzy wielkie głazy, a przestrzeń między nimi wypełniono mniejszymi kamieniami, dzięki czemu ścieżka w tym miejscu jest równa i lekko wznosi się w dół.
Za tym przejściem, szlak przebiega dalej wśród kęp bujnej, zielonej trawy. Trawersując dwa, małe żebra, przechodzimy przez kamienny żleb, na lewą stronę, odsłaniający widok na wielki płat śnieżny zalegający pomiędzy ścianami skalnymi.
Końcowe zejście daje się nam już we znaki, długie, strome i monotonne schodzenie ma negatywny wpływ na nasze stawy kolanowe i stopy.
Tytus Chałubiński wędrując tym szlakiem tak zachwycał się widokami, że po wycieczce w 1878 roku napisał:
„rad bym jeszcze kiedyś zejść tamtędy, ale bym schodził całe pół dnia, bo za każdym krokiem warto się obejrzeć”.

20.07/  Szeroka, łagodna ścieżka, ułożona z poukładanych kamieni, doprowadza nas na północny brzeg Czarnego Stawu pod Rysami. 
W tafli jeziora, oświetlonej promieniami słońca, możemy ujrzeć odbicia grani Mięguszowieckich Szczytów z najwyższą tatrzańską ścianą o wysokości 920 metrów. 
Z lewej strony uwagę przykuwa 576 metrowa ściana Kazalnicy (2159 m n.p.m), którą to przecinają liczne drogi wspinaczkowe, należące do najtrudniejszych w Tatrach.
Staw próbowano zarybiać pstrągami z Morskiego Oka, jednak bezskutecznie, bowiem surowe warunki życiowe i przede wszystkim brak pożywienia uniemożliwiały tutaj pstrągom przetrwanie.
W oddali nad brzegiem już widzę siedmiu uczestników naszej wyprawy, którzy relaksują się nad brzegiem.
Po krótkiej chwili odpoczynku wyruszamy w dalszą drogę.
Czeka nas teraz 25 minutowy marsz, wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, by dostać się na przeciwległy brzeg, gdzie znajduje się zejście w kierunku Morskiego Oka.
Tafla stawu połyskująca odbiciem bujnej zieleni i traw otaczających jego brzegi przyciąga do siebie wzrok, nie pozwalając oderwać od siebie oczu.




Słońce powoli chowa się za szczytami, jeszcze tylko północno - wschodnie stoki gór oświetlone są jego promieniami. Bajeczny pejzaż zaczyna szarzeć, chłodna robi się nie tylko temperatura powietrza, ale i kolorystyka gór. Na tle popołudniowego nieba tworzy to wspaniały efekt, aż żal opuszczać to miejsce.
Ale nachodzące chłodne powietrze nakazuje jak najszybciej zmierzać do schroniska.
Nie każdy z uczestników wyprawy był przygotowany na takie warunki, niektórzy wybrali się w krótkich spodenkach i bluzkach. 
7 osób pozostawało jeszcze na trasie w górze, zapewne zaczekamy na nich w Morskim Oku.
Tego dnia mimo letniego sezonu, mało było osób podążających tym szlakiem.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów spoglądam do tyłu, na oddalonej grani nie widzę pozostałych uczestników naszej grupy. 

Czasowo to niezbyt dobrze wróży naszemu powrotowi do miejsca zakwaterowania

Zieleń drzew i traw, tworząc piękny kontrast do koloru nieba i skał, dawał oczom niecodzienny obraz.





20.39/ 20 min potrzebowaliśmy na dojście do rozstaju szlaku znajdującego się nad:
Czarnym Stawem pod Rysami: 13,1 km, 1580 m n.p.m, 3 km, 920 m, 31%.
Od [czerwony szlak] szlak, którym podążamy odchodzi szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem, jeden z najtrudniejszych szlaków w Tatrach.
Czarny Staw położony jest w kotle polodowcowym w Dolinie Rybiego Potoku. 
Cienie rzucane przez szczyty oraz występująca w wodzie sinica nadają jezioru ciemny, nieomal czarny kolor, co ma swoje odzwierciedlenie w jego nazwie. 
To najdalej na południe wysunięte jezioro w Polsce.












Wreszcie po trzy godzinnym schodzeniu zrobiliśmy przerwę na odpoczynek. 
Usiadłem na wielkim kamieniu, tuż obok żelaznego krzyża, postawionego w 1836 r., odlanego z tatrzańskiego żelaza w hucie w Kuźnicach.
Przypomina też o tragedii jaka rozegrała się w tym miejscu 28.01.2003 roku.
 

22 licealistów z Tych w wieku od 16 do 18 lat przybyło do schroniska nad Morskim Okiem w celu zdobycia Rysów.
Organizatorem wycieczki był nauczyciel geografii, szef i założyciel sportowego klubu "Pion" działającego przy Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Tychach.
Nie było z nimi przewodnika tatrzańskiego.
Władysław Cywiński, ratownik TOPR, znawca tatrzańskiej topografii - 26.01.2003 roku kończył dyżur w Morskim Oku i tak wspomina tamto tragiczne wydarzenie.
*Tego dnia do schroniska dotarła grupa młodzieży z tyskiego liceum.
,,Nie widziałem dzieciaków, ale rozmawiałem z ich opiekunem. Odradzałem mu to, co zamierzał, po czym zszedłem z dyżuru - wspomina.
27 stycznia Rysy zdobyła pierwsza grupa młodzieży wraz z opiekunem. Radości nie było końca.
W nocy warunki atmosferyczne zmieniły się gwałtownie. Nastąpiło ocieplenie, zaczął padać deszcz. Mimo ewidentnych znaków ostrzegawczych, 28 stycznia opiekun wyruszył z drugą grupą młodzieży, by zdobyć najwyższy szczyt Tatr Polskich. Osoby idące jako pierwsze były już wysoko, gdy pod nimi wyjechały masy śniegu. Wśród czwórki, która została ponad obrywem, był nauczyciel.
- Początkowo nikt sobie nie zdawał sprawy z wielkości tej lawiny i tragedii, jaka tam się rozegrała. Tak jak postępujemy zwykle w takich sytuacjach, na miejsce poleciał śmigłowiec z pierwszą ekipą ratowników. Rozpoczęły się poszukiwania na lawinisku. Od razu widać było, że znaczna część lawiny wjechała do Czarnego Stawu, rozwalając grubą lodową taflę. Już wtedy pojawiły się sugestie, że jest ryzyko, iż część ofiar znajduje się w stawie, ale to były tylko przypuszczenia.
Nie wiedzieliśmy jeszcze, ile dokładnie osób porwała lawina.
Dopiero zejście opiekuna grupy i jego relacja uświadomiły nam rozmiary tragedii, mimo że trudno było się z nim wtedy dogadać. Ta sytuacja go przerosła.
Pierwszego dnia z lawiniska wyciągnięto 3 osoby: mocno poturbowaną, ale na szczęście bez większych obrażeń Luizę, nieprzytomnego chłopca, który później zmarł w szpitalu, oraz jedną nieżywą osobę - Łukasza.
Oznaczało to, że w lawinie zostało 6 osób. I że prawdopodobnie nie żyją. Największe szans na przeżycie mają ci, którzy zostaną wydobyci na powierzchnię w ciągu 15 minut od momentu zasypania. Później szanse drastycznie spadają.
W pogarszających się warunkach, zamieci i zawiei, oraz rosnącym zagrożeniu lawinowym ratownicy szukali ciał uczniów.
Dotarli strażacy ze swoim sprzętem. Jednak i oni stwierdzili, że nie są w stanie prowadzić poszukiwań na czole lawiny, które wpadło do stawu. Podjęto decyzję o wstrzymaniu akcji. - Pozostawało tylko oczekiwanie wraz z topnieniem tego śniegu
Dopiero wiosną można było zacząć nurkowania w stawie. Prowadzone były przez ratowników TOPR posiadających odpowiednie umiejętności oraz sprowadzonych specjalnie w tym celu nurków z Polski. Któregoś dnia znaleźliśmy ciało jednej z ofiar na głębokości ok. 26 metrów. Następnego dnia na głębokości ok. 50 metrów odnaleźliśmy kolejną. Ostatnią osobę wyciągnięto na powierzchnię 17 czerwca z południowej części stawu - wspomina Adam Marasek-ratownik TOPR".
Była to największa tragedia lawinowa, jaka do tej pory wydarzyła się w polskich Tatrach.*


                                     Opracowanie/ Agnieszka Szymaszek, Współpracownik Onet.pl
 


O tragedii tej opowiada film „Cisza”, zrealizowany w ramach cyklu „Prawdziwe historie” (2010r)
 

Po raz ostatni podziwiałem szczyty znajdujące się niewiele powyżej stawu, zachwycając się otoczeniem, wchłaniałem całymi piersiami czyste, ostre powietrze.
Węgierski alpinista Mór Déchy pisał: 
,,jest to najpiękniejsza sceneria jeziorna w całych Tatrach".
Dodatkową atrakcję tego miejsca jest Niżnia Czarnostawiańska Siklawa i Wyżnia Czarnostawiańska Siklawa, małe wodospady spływające z prawej strony naszego szlaku.
Niebo zaczęło pogrążać się w ciemnych chmurach, robiło się szaro, zbyt późno było by je odwiedzić i zrobić kilka ujęć.
Chwila refleksji, oczami wyobraźni analizowałem przebytą trasę, spoglądałem z zadumą na wierzchołek z, którego to jeszcze 3,5 godziny temu zachwycałem się widokami tam panującymi. 

Po dojściu na przeciwległy brzeg Czarnego Stawu, szlak odbija w prawo i zakosami sprowadza nas stromym zboczem w dół. 
Z początku schodzimy wygodnym, równym, kamiennym chodnikiem, ułożonym z głazów i kamieni.
Podczas schodzenia towarzyszy nam z prawej strony spadający z dużej wysokości wodospad- Czarnostawiańska Siklawa.
Po pokonaniu prawie 200-metrowego progu skalnego, ścieżka pozbawiona jakichkolwiek trudności technicznych, sprowadza nas na dolne piętro Morskiego Oka, jednego z najpiękniejszych górskich jezior.
Idąc wzdłuż brzegu stawu, w leśnym półmroku, dalsza trasa naszej wędrówki jest już słabo widoczna, dlatego jesteśmy zmuszeni włączyć czołówki i przyspieszyć kroku.
W oddali w zaroślach, pośród drzew, prześwita, maleńki drewniany budynek schroniska do którego zmierzamy.


Z każdą mijającą chwilą robiło się coraz ciemniej, tylko gwiazdy i księżyc rozświetlały częściowo okolicę.
Po przekroczeniu drewnianego mostku na Rybim Potoku, docieramy do urokliwego i klimatycznego:
21.25/ SCHRONISKA nad MORSKIM OKIEM: 14,9 km, 1395 m n.p.m, 31%
Na ławce przed schroniskiem siedziało już 7 osób, pozostali byli jeszcze z tyłu na szlaku.

Kiedy weszliśmy do środka, sala schroniska była prawie pusta, przy stołach siedziało zaledwie kilka osób. Wiadomo wskazówki zegara wskazywały 22.00. Wszyscy turyści zeszli już do swoich kwater a ci co mają rezerwację w schronisku, wypoczywają w swoich pokojach.
Przeszedłem pomiędzy pustymi, drewnianymi stołami i usiadłem w pobliżu okna, wyczekując pozostałych uczestników grupy, którzy jeszcze nie dotarli do schroniska..
Zdjąłem plecak, ściągnąłem kurtkę i poszedłem zamówić coś gorącego do zjedzenia. 

Okazało się, że kuchnia, kiosk i bar były już zamknięte (czynne do 21). 
Nie pozostało nam nic innego jak tylko zapukać do drzwi i zapytać czy jest jeszcze możliwość skorzystania z posiłku. Zaproponowano nam do wyboru gorące napoje, bigos i fasolkę po bretońsku. Większość z nas spragniona była gorącej herbaty z cytryną, co  niektórzy gasili pragnienie herbatą z rumem. Trzeba przyznać, że obsługa kuchni wywiązała się wzorowo, zostaliśmy obsłużeni bez zastrzeżeń. Uznanie i chwała dla właścicielki tego obiektu - Pani Marii Łapińskiej.


Siedząc przy stole, spoglądałem na drewniane ściany, zachwycony byłem ich wystrojem, podziwiałem stare fotografie, obrazy pejzaży górskich, pamiątki związane z historią gór i tego schroniska oraz liczne dyplomy uznania dla wieloletnich gospodarzy tego schroniska. 
To wszystko sprawiało jak bym się cofnął w czasie.

Krótka historia schroniska.
Pierwsze wzmianki o istniejącym w tym miejscu schronie pochodzą z 1836 roku, które po krótkim czasie spłonęło. W 1874 z inicjatywy Towarzystwa Tatrzańskiego wybudowano nowe schronisko na 50 osób, mimo nie najlepszych wygód cieszyło się dużą popularnością wśród turystów odwiedzających Morskie Oko. W1898 roku, pożar całkowicie zniszczył budynek.
Prace przy kolejnym schronisku rozpoczęto w 1907 roku. W międzyczasie za tymczasowe schronisko służyła wozownia, dzisiejsze ,,Stare Schronisko", które należy do najstarszych w Tatrach.
W 1908 roku Towarzystwo Tatrzańskie wybudowało i oddało do użytku drewnianą wille na kamiennej podmurówce z dużym tarasem. 

Obiekt ten służy do dzisiejszego dnia, jako ,,Nowe Schronisko"
Ma ono swoją długą tradycję i charakterystyczny wygląd.   
W schronisku w czasie II wojny światowej, do 1943 r. stacjonował oddział niemieckiej straży granicznej. 

Od 1945 roku schronisko było zarządzane przez rodzinę Wandę i Czesława Łapińskich, w następnych latach obiekt przejął ich syn Wojciech, a po jego śmierci żona Maria, która sprawuje nadzór do chwili obecnej. 
W 1976 roku budynki, zostały wpisane jako ,,zabytkowy zespół architektury turystycznej" i są chronione prawnie.
W latach 1988–1992 standard obiektu został podniesiony poprzez przeprowadzanie licznych remontów kapitalnych, mających podnieść jego komfort i funkcjonalność. Obecnie schronisko dysponuje 78 miejscami noclegowymi w pokojach 3-6 osobowych oraz wieloosobowych.
Nad brzegiem jeziora znajduje się nowoczesna, biologiczna oczyszczalnia ścieków. 

Schronisko jest zarządzane przez PTTK.



22.00 w tym momencie można przyjąć, że wyprawa na Rysy szczęśliwie dobiegła końca.
Po opuszczeniu schroniska, przed nami pozostawał jeszcze 9 kilometrowy marsz, wiodący w ciemnościach, asfaltową drogą do wylotu Palenicy Białczańskiej.
Na parkingu oczekiwał już bus, który zawiózł nas do miejsca zakwaterowania na zasłużony odpoczynek.
Muszę przyznać, że przejście mieliśmy ekspresowe, bowiem o 23.30 zajęliśmy miejsce w busie.
Według szlakowskazu czas zejścia wynosi 2 h 05 minuty, nam to zajęło 1 h 30 minut.

Tak więc 13 h trwała nasza wyprawa na najwyższy, dostępny wierzchołek Tatr Wysokich.
Widoki jakie dane było nam oglądać z góry po prostu są bajkowe, nie mogliśmy się napatrzeć.
Wycieczka ta dostarczyła wszystkim, wiele niezapomnianych przeżyć, wiele pięknych chwil, do których zapewne po czasie będziemy powracać, wspominając je w gronie swoich najbliższych i przyjaciół.
Mogę tylko nadmienić, że każdy z nas dostrzegł w tej wędrówce prawdziwe piękno naszych Polskich Tatr.
To była super udana wycieczka, wprawdzie, niektórym uczestnikom wyprawy nadwyrężyła zasoby energii i zdrowia, przeciągnęła się w czasie ale zadowolonia z osiągniętego celu nie było końca.
Po zejściu byłem bardzo zmęczony, ale za to dumny z siebie, że jednak jeszcze dałam rade te trudy wspinaczki wytrzymać.
Teraz trzeba było szybko kłaść się spać by odpocząć przed jutrzejszą wyprawą na kolejny szlak górski. 


Góry jednak uczą pokory i nawet najłatwiejszy szlak trzeba traktować z rozwagą – góry błędów nie wybaczają, a są też przy tym często nieobliczalne.

3 komentarze:

  1. Dziękuje za tak piękny post. Zdjęcia i opisy są cudowne, pozwalają być tam ,choć fizycznie nigdy tam nie będę . Z wielką przyjemnością i zachwytem oglądałam zdjęcia i czytałam opisy trasy która przebyłeś. Kiedy na początku wspinaczki człowiek stoi przed szczytem i patrzy na potężną górę, czuje się przytłoczony. Kiedy patrzy na tą samą górę już po zejściu- jest dumny i ma wrażenie, że można osiągnąć wszystko. Dziękuje z całego serduszka J.M

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za pozytywny komentarz. Miło mi słyszeć, że z zainteresowanie czytasz opisy z tras, które przeszedłem w górach.
    Pamiętaj, nigdy nie mów nigdy.
    Być może, że z czasem i Tobie uda się zaliczyć wymarzone szczyty o których piszesz, że nigdy tam nie będziesz fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak się mówi NIGDY NIE MÓW NIGDY ale ja wiem że na Rysy nie wejdę. Dla mnie było dużo jak byłam na Giewoncie i Czerwonych Wierchach, był to dla mnie wielki wysiłek . Oglądając ,czytając Twoje opisy z tras jestem tam całym sercem. Dziękuję za to. J.M

    OdpowiedzUsuń